5 najlepszych polskich rap-płyt do samochodu

0

Gdy tylko pierwszy raz wsiadłem za kółko uświadomiłem sobie, że rap całkiem inaczej brzmi w samochodzie. Są albumy, którymi jaram się i na słuchawkach w domu i w trasie; są płyty, które wchodzą mi tylko w aucie; i na koniec – są albumy, które nie nadają się do słuchania podczas prowadzenia. Kilka tygodni temu – po dłuższej przerwie – wsiadłem za kierownicę swojego nowego auta. Musiałem szybko przynieść swoje ulubione albumy, których zawsze słuchałem w samochodzie. Ku mojemu zdumieniu nie były to tylko płyty, którymi jarałem zawsze. Kilka z nich praktycznie nigdy nie słuchałem spoza fury. Co więcej – są takie materiały, które najzwyczajniej w świecie nie wchodzą mi gdy siedzę wygodnie w fotelu z słuchawkami na uszach. Cytując Włodiego – “Przecież rap brzmi najlepiej na czterech kółkach.”; I odpowiadając – nie zawsze Włodi ale albumy poniżej na pewno. Check it!

1. DGE & Matheo – Inwazja Porywaczy Ciał (2009)

Absolutny faworyt, hegemon i monopolista. Ten mixtape to pierwszy materiał, o którym myślę przygotowując się, czy to do krótkiej przejażdżki, czy też dłużej trasy. Świetne podkłady Matheo oraz DGE w stylu, od którego już nieco odchodzi, czyli wielokrotne rymy o niczym nawinięte z petardą i mocną stopą. Przyznam się, że słuchałem “Inwazji” całe wakacje wożąc się Polonezem i czułem się tak samo zajebiście, jak prowadząc Passata. SIŁA!

2. Ortega Cartel – Podziemne Disco (2006)

“Podziemne Disco” to moja ulubiona płyta ever. I w samochodzie; i na słuchawkach; i na głośnikach; i na kiblu. Najlepszy album w całej dyskografii Ortega Cartel, który całkiem inaczej brzmi w samochodzie. Kocham go słuchać latem, w słoneczny dzień jeżdżąc po mieście. Super podkłady od patr00 i kilka kawałków, które zachęcają, aby uchylić szyberdach i nieco zwolnić. Jaram się niesamowicie i od zawsze na zawsze w TOP5 albumów do samochodu.

3. Eldo – 27 (2007)

Pierwszy cedek, jaki włączyłem w samochodowym odtwarzaczu to właśnie “27” Eldoki. Może to sentyment, a może jest to po prostu album idealny do słuchania na 4 kółkach. Szczególnie kocham słuchać tej płyty w nocy w zimę, lub podczas deszczu. Nie mówię tylko o kawałku “Noc, rap, samochód”, który jest oczywiście hymnem wszystkich kierowców z hip-hopową głową ale o całości. Tracki takie jak: “27”, “Co słychać?”, “Szyk”, “Styl, flow, oryginalność”, “Ferajny” i jeszcze długo by wymieniać to absolutne sztosy. BTW. Specjalnie nie wrzucę “Noc, rap, samochód”. Wolę polecieć niesztampowo.

4. Pezet/Noon – Muzyka Klasyczna (2002)

“Muzykę Klasyczną” zabrałem do samochodu po raz pierwszy dopiero kilka tygodni temu. Nigdy wcześniej nie leciało to z głośników w aucie, dlatego też postanowiłem sprawdzić duet Pezet x Noon. Posiadam jakąś tam nowszą reedycję albumu z kilkoma bonus trackami. Oprócz klasyków, które wprowadzają fajny klimat podczas prowadzenia idealnie wchodzi mi inny numer. Mowa o kawałku “Siedem Dni” z 2005 roku, który ma tak zajebisty refren, tak kozacką stopę, że w trakcje ostatniej przejażdżki zapętliłem go i poleciał 10 razy. Co ciekawe “Siedem Dni” znam od bardzo dawna i nigdy wcześniej ten numer nie wkręcił mi się aż do takiego stopnia. Jest to przykład, który tylko potwierdza moją tezę, że są rapy, które wchodzą tylko w samochodzie.

5. Warszafski Deszcz – Powrócifszy… (2009)

Powrót składu Warszafski Deszcz to bez wątpienia wydarzenie 2009 roku. Album “Powrócifszy…” to bomba i płyta idealna na wielki come back po 10 latach posuchy. Po premierze nie dość, że męczyłem materiał na wszystkich możliwych odtwarzaczach to jeszcze wrzucałem go w samochodzie. Świetna płyta i nic więcej nie trzeba dodawać. Mamy mocne uderzenia w postaci np.  “Już od 99′ płynę”, przez rozkminkowe “I co teraz?”, aż do totalnie wyczilowanego “Czuję się lepiej”. Krążek świetny, nadający się i do samochodu, i do słuchania z komórki i do zapuszczenia na grillu. Ja najczęściej odpalam go w furze, a Ty zrobisz jak zechcesz…

To by było na tyle. Na pewno Wy też macie swoje ulubione albumy do słuchania w samochodzie. Chętnie poczytam Wasze propozycje i kto wie, może moje TOP5 ulegnie zmianie. Oczywiście nie są to jedyne płyty, których słucham podczas jazdy. Oprócz polskiego rapu lubię jeździć z takimi artystami jak Notorious BIG (album Ready to Die), Cormega (The True Meaning), zespołem Blink 182 (Enema of the State), czy też składanką the best of Red Hot Chili Peppers.

Wiele osób jest zdania, że muzyka do auta musi być energiczna z masakrycznym basem. Niestety nie jestem osobą lubiącą wozić się pomaaaaaaaału (pozdro Sitek 71) z subwooferem w bagażniku. Patrząc na powyższe zestawienie tylko Guralowi najbliżej do kierowców lubujących się w tego typu zabiegach. Ja jaram się tym co wyżej opisałem i wydaje mi się, że w tej kwestii raczej się nie zmienię.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here