Kilka miesięcy temu, wiele osób nie tylko bało się o funkcjonowanie swoich biznesów w pandemicznej rzeczywistości ale i upadłości. Nastroje były uzasadnione, zwłaszcza że obawy dot. utraty klienta oraz płynności. Ku zdziwieniu, zachowanie rynku okazało się być dla wielu nie lada zaskoczeniem.

Każdy z nas w pewien sposób odczuwa skutki obecnej sytuacji – nawet jeśli nie względem zdrowia to finansów lub odcięciem od swobód i rozrywki. Podczas pierwszej fali, kiedy to znaczne grono osób zaczęło wykonywać swoją pracę w domu, zaopatrzyło się w ”niezbędne” stroje. Zarówno jeśli chodzi o wygodę w postaci bluz z kapturem i dresów, jak i sportowego obuwia, które przydało się gdy mogliśmy oderwać się od firmy i wymaganej, eleganckiej aparycji. Udowadnia to raport badawczy Edited – w minionym miesiącu, sprzedano 17% więcej ww. artykułów online w odniesieniu do okresu w 2019 roku. Należy wspomnieć, że większość z nich pochodzi z ogromnych fabryk, które również pozostawały zamknięte – lub ograniczane względem stanowisk pracy. Sytuacja wywołała nie tylko wzmożone zapotrzebowanie na sportowe pozycje ale i postawiła firmy w obliczu braku zapasów. Niektórzy przedsiębiorcy otwarcie mówili o problemie tak jak m.in. ASOS. Kolejny wiodący sprzedawca internetowy przyznał, że producenci wysyłają mu towary w ograniczonej ilości.

Wzmożony popyt ma swoje słabe strony, co w przypadku jesiennej powtórki z rozrywki, może postawić marki w trudnej sytuacji. Na ten moment mowa o UK, jednak problem wcale nie dotyczy jednego państwa bądź regionu. Wszystko jest jednak kwestią kategorii produktu, dostawców oraz miejsca produkcji.